Jeszcze kilkanaście lat temu dominującą formą inwestowania były fundusze zarządzane przez profesjonalistów – ekspertów mających wiedzę, doświadczenie i dostęp do danych, które – w teorii – pozwalały im pokonywać rynek. Dziś obraz rynku inwestycyjnego zmienia się diametralnie. Coraz więcej inwestorów – zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych – przenosi swoje środki do funduszy indeksowych. Pasywne inwestowanie stało się nie tyle modą, co trwałym ruchem, który zmienia sposób myślenia o finansach i inwestycjach.
Czym są fundusze indeksowe?
Fundusz indeksowy to forma inwestycji, której celem jest odwzorowanie zachowania konkretnego indeksu giełdowego – na przykład S&P 500, MSCI World czy WIG20. Zamiast próbować „pobić rynek”, fundusz indeksowy ma na celu odzwierciedlenie jego zachowania, inwestując w te same spółki, w tych samych proporcjach. To oznacza, że jeśli inwestor kupi jednostkę funduszu indeksowego śledzącego S&P 500, to jego portfel będzie automatycznie zawierać ekspozycję na 500 największych amerykańskich spółek, proporcjonalnie do ich udziału w indeksie. Takie podejście minimalizuje koszty – nie potrzeba tu analityków, strategów ani prób przewidywania trendów. Co więcej, inwestorzy nie płacą wysokich prowizji za zarządzanie – co znacząco zwiększa ich długoterminowy zysk netto.
Początki rewolucji – czyli kiedy to się zaczęło?
Rewolucję zapoczątkował John C. Bogle, założyciel Vanguard Group i twórca pierwszego funduszu indeksowego dostępnego dla inwestorów indywidualnych. Było to w latach 70. XX wieku – wtedy pomysł inwestowania pasywnego był traktowany z pogardą. Dziś Vanguard zarządza bilionami dolarów, a pasywne fundusze zajmują istotną część portfeli inwestycyjnych na całym świecie.
Przełomem była także rosnąca liczba dowodów empirycznych, które wykazały, że większość funduszy aktywnie zarządzanych nie jest w stanie w długim okresie pobić rynku – zwłaszcza po odliczeniu opłat.
Koszty, które robią różnicę
Jednym z głównych powodów, dla których fundusze indeksowe stają się wyborem numer jeden, są niskie koszty. Przeciętna opłata za zarządzanie w funduszu indeksowym to 0,05–0,3% rocznie, podczas gdy fundusze aktywne często pobierają 1–2% lub więcej.
Może się to wydawać niewielką różnicą, ale efekt skali i procentu składanego sprawia, że po 20–30 latach różnica w końcowym wyniku może wynosić dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych w przypadku większych portfeli. A przecież celem inwestowania jest maksymalizacja zysku netto, niepłacenie za błędne decyzje zarządzających.
Skuteczność – fakty, a nie opinie
Liczne badania przeprowadzone przez niezależne instytucje, takie jak S&P Dow Jones Indices, Morningstar czy University of Chicago, jednoznacznie pokazują, że zdecydowana większość funduszy aktywnych nie radzi sobie lepiej niż indeksy, które próbują pokonać.
W USA około 80–90% aktywnie zarządzanych funduszy akcji nie pokonuje indeksu S&P 500 w okresie 10 lat. W Polsce dane są trudniejsze do porównania, ale tendencja jest podobna – większość funduszy nie dostarcza lepszych wyników niż indeksy, a ich opłaty są często wyższe niż w krajach zachodnich. To sprawia, że wielu inwestorów, szukając danych porównawczych między strategią pasywną i aktywną, traktuje fundusze indeksowe jako bardziej rzetelne źródło informacji, pozwalające obiektywnie ocenić efektywność portfela w danym otoczeniu rynkowym.
Dostępność i wygoda
Inwestowanie w fundusze indeksowe jest dziś prostsze niż kiedykolwiek. Wiele platform inwestycyjnych oferuje dostęp do setek funduszy ETF (Exchange Traded Funds), które śledzą różne indeksy, sektory czy kraje. Można je kupić jak zwykłe akcje – z poziomu smartfona.
Nie trzeba znać się na analizie technicznej czy czytać raportów spółek – wystarczy zainwestować regularnie w fundusz indeksowy i pozwolić czasowi i rynkowi działać. To idealne rozwiązanie dla osób, które nie mają czasu ani wiedzy, by aktywnie zarządzać portfelem, ale chcą efektywnie budować majątek.
Jakie zagrożenia niesie masowa pasywność?
Oczywiście, nie wszystko w inwestowaniu pasywnym jest bez skazy. Krytycy wskazują, że zbyt duży udział funduszy indeksowych w rynku może prowadzić do wypaczenia wyceny spółek. Jeśli wszyscy kupują te same akcje tylko dlatego, że są w indeksie – bez względu na ich fundamenty – może to prowadzić do baniek spekulacyjnych. Fundusze indeksowe nie chronią przed stratami w czasie bessy. Jeśli rynek traci na wartości, to fundusz indeksowy traci razem z nim. Brak elastyczności może być więc problemem dla inwestorów z niską tolerancją ryzyka.
Czy fundusze aktywne mają jeszcze sens?
Odpowiedź brzmi: tak – ale tylko w wybranych sytuacjach. Fundusze aktywnie zarządzane mogą mieć przewagę w niszowych segmentach rynku, gdzie efektywność nie jest tak wysoka. Przykładowo, na rynkach wschodzących, w sektorach niszowych lub w funduszach o ograniczonym kapitale, zarządzający mogą rzeczywiście dostarczać wartość dodaną. Jednak żeby to robić, muszą być wyjątkowo skuteczni, transparentni i uczciwi wobec inwestorów – a takich przypadków jest mniej, niż by się chciało.
Pasywne inwestowanie przestało być alternatywą – staje się nowym standardem. Fundusze indeksowe oferują prostotę, niskie koszty i skuteczność w długim terminie. Dla osób chcących inwestować systematycznie, bez emocji i bez nadmiernej aktywności, jest to strategia idealna. Ale jak w każdej dziedzinie finansów – najważniejsze jest zrozumienie, w co się inwestuje i dlaczego. Świadomy wybór między pasywnością a aktywnością nie musi być zero-jedynkowy. Można je łączyć, testować i dostosowywać do zmieniających się celów.
Artykuł sponsorowany
Inwestowanie wiąże się z ryzykiem




